Świąteczna noc z 24 na 25 grudnia 1976 roku miała zakończyć się powrotem z pasterki, a stała się jedną z najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych PRL. Zbrodnia połaniecka to nie tylko historia zabójstwa trzech osób, lecz także opowieść o rodzinnej zemście, presji lokalnej społeczności i zmowie milczenia. Wyjaśniam, co wydarzyło się pod Zrębinem, dlaczego początkowo uznano tragedię za wypadek oraz jakie wyroki zapadły przed sądem.
Najważniejsze fakty o tragedii pod Zrębinem
- Data wydarzeń przypada na noc z 24 na 25 grudnia 1976 roku.
- Miejsce zbrodni znajdowało się na drodze między Połańcem a wsią Zrębin.
- Ofiary to Krystyna Łukaszek, jej mąż Stanisław oraz jej młodszy brat Mieczysław Kalita.
- Bezpośrednim motywem była narastająca awantura po weselu, dotycząca jedzenia i zastawy stołowej.
- Proces trwał od listopada 1978 do listopada 1979 roku.
- Dwie kary śmierci wykonano w 1982 roku na Janie Sojdzie i Józefie Adasiu.

Co wydarzyło się w noc Bożego Narodzenia 1976 roku
Krystyna Łukaszek, jej mąż Stanisław i brat Mieczysław uczestniczyli w pasterce w Połańcu. Kobieta była w zaawansowanej ciąży. W pewnym momencie cała trójka opuściła kościół i ruszyła pieszo w stronę Zrębina, ponieważ nie została zabrana do autobusu wracającego do wsi.
Na drodze doszło do ataku. Ofiary zostały pobite, a sprawcy wykorzystali autobus, aby upozorować wypadek drogowy. Początkowo wszystko wyglądało tak, jakby pojazd potrącił pieszych. Taka wersja była tym bardziej wiarygodna, że zdarzenie nastąpiło nocą, w świątecznym zamieszaniu, a wielu świadków bało się mówić.
Zginęły trzy osoby. Nienarodzone dziecko Krystyny nie było osobną ofiarą w sensie prawnym, ale ciąża kobiety dodatkowo zwiększała dramatyzm całej sprawy. Dla mnie ten szczegół pokazuje, jak bardzo brutalny był atak i jak daleko sprawcy byli gotowi posunąć się w realizacji zemsty.
Wśród osób znajdujących się w autobusie byli świadkowie zdarzenia. Niektórzy widzieli fragmenty ataku, inni zauważyli późniejsze działania mające stworzyć obraz wypadku. Mimo to przez długi czas w Zrębinie obowiązywała zasada, że lepiej milczeć niż narazić się wpływowym krewnym sprawców.
Skąd wzięła się zemsta za weselny konflikt
Bezpośrednia przyczyna tragedii wydaje się niewiarygodnie błaha. Podczas wesela Krystyny Kality i Stanisława Łukaszka jedna z osób pomagających w kuchni miała wynosić wędliny i inne produkty. Zdzisława Kalita zwróciła jej uwagę, a później doszło także do konfliktu o wypożyczoną zastawę stołową.
Sprawa nie zakończyła się na jednej sprzeczce. Po wsi zaczęły krążyć plotki, a Jan Sojda uznał uwagi pod adresem swojej siostry za poważną zniewagę całej rodziny. Według ustaleń śledztwa wielokrotnie groził, że zemści się na Kalitach. Groźby te początkowo traktowano jako wybuchy złości, nie jako zapowiedź rzeczywistego mordu.
Starszy konflikt rodzinny
Motyw weselny nie wyjaśnia wszystkiego. Między rodzinami istniały wcześniejsze napięcia, związane między innymi z dawnym konfliktem Jana Sojdy z krewnymi Kalitów. W małej społeczności, w której wszyscy się znali, stare urazy mogły przez lata pozostawać niewypowiedziane, a później nagle stać się paliwem dla przemocy.
Sojda miał w Zrębinie silną pozycję. Był zamożnym gospodarzem, posiadał ciągnik i telefon, a mieszkańcy liczyli się z jego wpływami. Nie chodziło więc wyłącznie o osobistą kłótnię. Plan miał również pokazać innym, że sprzeciw wobec lokalnego przywódcy może skończyć się tragicznie.
Dlaczego wybrano pasterkę
Moment ataku nie był przypadkowy. W kościele znajdowało się wiele osób, autobusy kursowały między Połańcem a okolicznymi wsiami, a noc i świąteczny tłum ułatwiały stworzenie pozorów chaosu. Według ustaleń sądu ofiary miały zostać wywabione z kościoła, a później pozbawione możliwości powrotu autobusem.
To jeden z najbardziej przerażających elementów tej sprawy. Zbrodnia nie była spontaniczną bójką, lecz działaniem przygotowanym z wyprzedzeniem. Święto, które zwykle kojarzy się z bezpieczeństwem i wspólnotą, wykorzystano jako osłonę dla przemocy.
Dlaczego świadkowie milczeli, a śledztwo długo błądziło
Pierwsze informacje wskazywały na wypadek drogowy. Dopiero późniejsze zeznania i analiza śladów ujawniły, że ofiary nie zginęły w zwykłym potrąceniu. Przełom przyniosły między innymi relacje osób, które widziały autobus i zachowanie uczestników zdarzenia.
Największą przeszkodą okazała się zmowa milczenia. Część świadków miała zostać zastraszona, a innych nakłaniano do potwierdzania fałszywej wersji. Wśród mieszkańców organizowano nawet działania mające uwiarygodnić, że podejrzany członek rodziny został niesłusznie zatrzymany.
Według ustaleń śledczych świadkowie mieli pojechać do kościołów w Połańcu i Beszowej, aby później móc twierdzić, że nie byli na miejscu tragedii. W sprawie przesłuchano setki osób. Ostatecznie 18 świadków skazano za składanie fałszywych zeznań, wobec kolejnych osób zastosowano grzywny lub areszt tymczasowy.
Ten wątek jest dla mnie równie ważny jak sam motyw zabójstwa. Pokazuje, że przemoc może być podtrzymywana nie tylko przez bezpośrednich sprawców, ale też przez strach, lojalność rodzinną i przekonanie, że lokalna hierarchia stoi ponad prawem.
Proces i wyroki, które zapadły po ponad roku
Proces rozpoczął się 7 listopada 1978 roku i zakończył 10 listopada 1979 roku. Przesłuchano 226 świadków oraz wysłuchano opinii biegłych. Jednym z ważnych elementów postępowania był eksperyment procesowy przeprowadzony w miejscu zbrodni, który miał odtworzyć przebieg wydarzeń.
| Osoba | Rola według ustaleń sądu | Ostateczna kara |
|---|---|---|
| Jan Sojda | Główny organizator i uczestnik zabójstwa | Kara śmierci, wykonana w 1982 roku |
| Józef Adaś | Współsprawca, kierowca autobusu | Kara śmierci, wykonana w 1982 roku |
| Jerzy Socha | Współuczestnik zbrodni i zastraszania świadków | 25 lat pozbawienia wolności |
| Stanisław Kulpiński | Współuczestnik zbrodni i zastraszania świadków | 15 lat pozbawienia wolności |
| Henryk Witek | Pomoc w pościgu i przenoszeniu zwłok | 6 lat pozbawienia wolności |
W 1982 roku Sąd Najwyższy utrzymał kary śmierci dla Sojdy i Adasia, a wyroki wobec pozostałych oskarżonych złagodził do 25 i 15 lat więzienia. Późniejsze próby podważenia wyroku nie doprowadziły do jego uchylenia.
W materiałach prasowych i literackich pojawiały się różnice dotyczące wieku Mieczysława, szczegółów ataku czy liczby uczestników. Dlatego przy omawianiu tej historii z uczniami lub dziećmi dobrze oddzielać ustalenia sądu od późniejszych wersji reportażowych i fabularnych.
Dlaczego sprawa wciąż wraca w książkach i filmach
Tragedia spod Połańca stała się tematem reportaży, powieści i filmów, ponieważ łączy kilka mocnych wątków. Jest tu rodzinny konflikt, lokalna hierarchia, świąteczna sceneria, wieloletnie milczenie i pytanie o odpowiedzialność osób, które widziały zbrodnię, ale nie od razu powiedziały prawdę.
Najbardziej znanym reportażem poświęconym tej sprawie jest książka Wiesława Łuki Nie oświadczam się. Powstał także film Zmowa, jednak ekranizacja zmieniała część nazwisk, miejsc i szczegółów. To dobry przykład, że dzieło artystyczne może pomagać zrozumieć atmosferę wydarzeń, ale nie zastępuje dokumentów ani akt sądowych.
W pracy z młodzieżą warto pokazać, że historia nie składa się wyłącznie z gotowych opowieści. Trzeba porównywać relacje, sprawdzać daty i rozróżniać fakt od legendy. Podobne ćwiczenie można przeprowadzić przy okazji tekstu o tym, czy królowa Bona a ziemniaki to potwierdzona historia, czy popularne uproszczenie.
Jak rozmawiać o tej historii z dzieckiem lub uczniem
To temat przeznaczony raczej dla starszej młodzieży, ponieważ obejmuje brutalne zabójstwo, śmierć dziecka nienarodzonego i zastraszanie świadków. Młodszym dzieciom nie trzeba przedstawiać drastycznych szczegółów. Lepiej skupić się na pytaniach o to, czym jest odpowiedzialność, dlaczego świadkowie mogą się bać i jak działa państwo prawa.
Przeczytaj również: Największa katastrofa kolejowa świata? Historia tragedii w Peraliya
Na czym oprzeć rozmowę
- Chronologia pomaga uporządkować wydarzenia i oddzielić fakty od późniejszych opowieści.
- Motyw pokazuje, że pozornie błaha sprzeczka może stać się niebezpieczna, gdy łączy się z przemocą i poczuciem bezkarności.
- Zmowa milczenia pozwala porozmawiać o presji grupy i konsekwencjach fałszywych zeznań.
- Proces sądowy pokazuje, dlaczego dowody, świadkowie i rekonstrukcja wydarzeń mają znaczenie.
Warto też wyjaśnić, że nie każda atrakcyjna opowieść historyczna jest prawdziwa w każdym szczególe. Przydatnym ćwiczeniem może być porównanie dokumentu z legendą, na przykład analiza tekstu przedstawiającego prawdę o legendzie o carycy Katarzynie. Dzięki temu uczeń widzi, że krytyczne czytanie źródeł dotyczy zarówno wielkiej historii, jak i lokalnych tragedii.
Nie zachęcałbym do budowania lekcji wyłącznie na sensacji. Największą wartość edukacyjną ma pokazanie, jak działały mechanizmy strachu, plotki i społecznego przyzwolenia. Taka rozmowa może być trudna, ale uczy więcej niż zapamiętanie samych nazwisk i dat.
Najważniejsza lekcja płynąca z wydarzeń pod Zrębinem
Ta historia przypomina, że zbrodnia może rozwijać się długo przed samym atakiem. Narastające urazy, publiczne groźby, poczucie przewagi i milczenie otoczenia tworzą warunki, w których przemoc przestaje być traktowana jak realne zagrożenie.
Sprawa połaniecka jest więc ważna nie tylko jako rozdział historii kryminalistyki PRL. Pokazuje również, jak trudno odzyskać prawdę, gdy świadkowie boją się mówić, a lokalna społeczność broni własnego obrazu wydarzeń. Właśnie dlatego warto przedstawiać ją spokojnie, bez epatowania okrucieństwem, za to z naciskiem na fakty, odpowiedzialność i krytyczne myślenie.
